Stephanie (2017) – Recenzja

Shree Crooks, główna bohaterka horroru Stephanie

W  pierwszym kwartale 2017 roku, Akiva Goldsman (Mroczna Wieża, Jestem Legendą, Paranormal Activity), oficjalnie ogłosił, że zamierza zrobić remake Podpalaczki. Film z 1984 roku, to adaptacja słynnej powieści Stephena Kinga oraz jedna z pierwszych, ważniejszych ról, kilkuletniej wówczas, Drew Barrymore. Zapowiedź nowej ekranizacji miała miejsce w noc premiery Stephanie – horroru Goldsmana z kolejnym dzieckiem w centrum uwagi.

Akcja filmu rozgrywa się  w Stanach Zjednoczonych, w bliskiej przyszłości. Po światowym kryzysie, spowodowanym wybuchem epidemii, dziewczynka prowadzi samotne życie. Nie wiadomo co stało się z jej rodzicami i dlaczego zostawili ją bez opieki. Jedynym towarzyszem Stephanie jest maskotka Francis oraz tajemnicza siła, niewidzialne potwory błąkające się po domu.

Oglądając w 2018, dla wielu pierwszym skojarzeniem będzie Ciche Miejsce. I faktycznie, horrory są do siebie podobne, jednak ze względów czasowych, jakiekolwiek wzajemne inspiracje wydają się wątpliwe . To co u Krasinskiego niesłyszalne, u Goldsmana pozostaje niewidzialne, w strefie domyśleń widza. Filmy łączą przede wszystkim elementy takie jak: dobór bohaterów (horror z wątkiem rodzinnym), miejsce akcji (po prostu dom i otaczający go teren) oraz ogólny, delikatnie postapokaliptyczny klimat, bez dokładniejszego wprowadzenia w przyczyny i skutki kryzysu.

Anna Torv, Shree Crooks, Frank Grillo w horrorze Stephanie
Anna Torv, Shree Crooks i Frank Grillo w Stephanie 

Odtwórczyni głównej roli – Shree Crooks – to aktorka znana już chociażby z Captain Fantastic ( Zaja, najmłodsza z całego rodzeństwa). Fanów horroru może zainteresować to, że miała okazję zagrać  w American Horror Story. Jak sprawdziła się  jako Stephanie? Moim zdaniem bardzo poprawnie i tylko tyle. Oglądając młodą aktorkę miałam nieodparte wrażenie, że brakuje jej potrzebnego w tej roli, dziecięcego uroku. Być może, była już trochę za stara, jakkolwiek śmiesznie to brzmi w stosunku do kogoś urodzonego w 2005. Nie wiadomo ile Stephanie miała mieć lat, ale jej zachowanie i charakteryzacja, mogą wskazywać na dziecko maksymalnie ośmioletnie. Zabrakło mi tej niewinności jak, np. u Heather O’Rourke z kultowego Ducha czy u strasznej, ale jednocześnie uroczej Kirsten Dunst w Wywiadzie z Wampirem. A trzeba powiedzieć, że rola Stephanie nie należała do prostych i wymagała podobnych umiejętności, co u wyżej wymienionych aktorek.

Pozostali aktorzy, filmowi rodzice dziewczynki, wypadli bardzo naturalnie. Szczególnie podobała mi się Anna Torv, którą kojarzę głównie z serialu Fringe. W Stephanie, jej bohaterka to pozornie oziębła emocjonalnie matka. W jej zachowaniu widać przekrój uczuć: od nadziei po strach i poczucie winy. Odgrywany przez Franka Grillo, ojciec dziecka, jest od niej bardziej zaangażowany i otwarty.

Mimo, że bohaterowie są rodziną, Stephanie daleko do familijnego dramatu. I bardzo dobrze, zdecydowanie nie lubię takiego połączenia, oglądając horror liczę na innego typu emocje.  Pod tym względem film ma zaskakująco dobry klimat, chociaż akcja rozkręca się dość wolno. Po domu grasują potwory, niewidzialna siła otwiera drzwi, a nieliczne jump scary należą do tych lepszych. W atmosferze tajemnicy i izolacji, widz zastanawia się jaka jest historia Stephanie. Do tego film zostaje ciekawie zakończony. Zostawia po sobie dobre wrażenie. Polecam.

Źródło zdj.: imdb.com

Brak komentarzy