Jo Nesbø, Macbeth – Recenzja

Jo Nesbø, Macbeth
Bardzo chaotyczna interpretacja  Makbeta. Nesbø wziął szekspirowskiego bohatera, wrzucił go między dziwki i narkomanów, a potem wszystkich zamknął w mieście podobnym do Gotham z DC Comics.

Powieść powstała z okazji obchodzonej w 2016 roku, 400 rocznicy śmierci Williama Szekspira. Bestsellerowi pisarze jak Margaret Atwood czy właśnie Jo Nesbø, opowiedzieli dzieła wybitnego dramaturga na nowo. Na końcu link do strony, gdzie można przeczytać o tym więcej.

Akcja Macbetha Nesbø rozgrywa się w latach 70-tych XX wieku. Dlaczego autor cofnął się o 50 lat? Odpowiedź może być banalna – brak telefonów komórkowych – czyli coś, co ułatwia tworzenie fabuły.  A może boom narkotykowy w tamtych czasach. Świat w powieści to kraina ludzi uzależnionych od władzy, zdrady i narkotyków. Na rynku króluje wywar oraz power. To przypomina fascynację LSD w Stanach Zjednoczonych na przełomie lat 60/70 (brakuje tylko hipisów).

Macbeth jest policjantem, który mieszka w jakimś niezidentyfikowanym mieście. Najprościej wyobrazić je sobie jako Gotham. Atmosfera jest bardzo podobna. Rządzi w nim Hekate ze świtą, który sporządza wywar i trudniący się tym samym, gang motocyklistów (Norse Raiders). Miasto skąpane w wiecznie padającym deszczu, to teren bezprawia. Nowy komisarz policji – Duncan – jest nadzieją na usunięcie skorumpowanych gliniarzy i walkę z handlarzami narkotyków. Macbeth to prosty chłopak z ludu, funkcjonariusz z wieloma zasługami. Wydaje się idealną osobą na stanowisko szefa nowego wydziału. Niestety awans i niezaspokojone ambicje Lady, budzą w nim żądną władzy bestię, gorszą od typów, z którymi powinien walczyć.  Dalej jest jak u Szekspira.

Mimo tego, że wszyscy znamy tę historię, rozumiemy jej uniwersalne przesłanie, wiemy kto zginie, itp., to jedynym co przyszło mi na myśl po pierwszym kontakcie z powieścią Nesbø był chaos. Totalny chaos sytuacyjny. Co tu się dzieje? Kto jest kim? Miałam wrażenie, że nie wiem o chodzi. Macbeth jest podzielony na trzy części. Pierwsza z nich, licząca około 130 stron, jest ciężka, nie zachęca do dalszego czytania. Nie jest typowym wprowadzeniem. Zaczyna się dynamicznym opisem akcji, długim, niedokładnym i właśnie chaotycznym, co sprawia, że ciężko ulokować w nim tak naprawdę, jeszcze nieznanych bohaterów czy nawet wyobrazić sobie co dokładnie robią. Później takich opisów również nie brakuje, ale czytelnik po prostu  przyzwyczaja się, a akcja zaczyna wciągać. Nesbø ogólnie ma tendencję do przesady. Kiedy już na coś się uprze, to tego nadużywa. Podobnie było w Czerwonym gardle, gdzie niezliczone skoki czasowe wybijały powieść z rytmu.

Coś jednak sprawiło, że po przebrnięciu przez pierwszą część, chciałam czytać dalej. I na pewno nie była to kreacja postaci. Ta w mojej opinii jest nie do końca udana. Nesbø stworzył sporo, prawie identycznych charakterów, którym zbudował bliźniaczo podobne historie życia. Wszystkie smutne, mniej lub bardziej traumatyczne. Z drugiej strony, jakoś trzeba wytłumaczyć postępowanie tych postaci. Wiadomo, trudne dzieciństwo odbija się na wyborach w dorosłości. Jeden z bohaterów uparcie twierdzi, że ludzie się nie zmieniają, by finalnie samemu przejść wewnętrzną metamorfozę, zmienić siebie i swoje poglądy na ten temat.

Jo Nesbø, Macbeth

To co w Macbethcie jest wyjątkowe, to klimat. Bardzo podobny do tego ze współczesnej, hollywoodzkiej interpretacji Romea i Julii (1996) z Leonardo DiCaprio i Claire Danes w rolach głównych. Nesbø osiągnął go tylko przez częściową, samodzielną stylizację dialogów. Nie brakuje tu zupełnie potocznych wypowiedzi. Jednak w miarę rozwoju akcji nasilają się te drugie, brzmiące w taki sposób (otwieram książkę na pierwszej lepszej stronie): – Rzeczywiście. Jeśli prawdą jest to co, co mówisz, a Macbeth jest takim potworem, jak twierdzisz, polując na niego, nie można go tylko zranić, bo stanie się po dwakroć niebezpieczny. Należy go powalić jednym decydującym ciosem (216). Bohaterzy Nesbo, niezależnie od statusu społecznego zyskują co raz większą skłonność do moralizowania. To bywa bardzo nienaturalne, ale niewątpliwie pozwala zachować ten nietypowy, iście szekspirowski klimat.

W powieści nie zabrakło też wątków metafizycznych. Bardzo podobała mi się postać demonicznego gliniarza, jednego ze zwolenników Macbetha, gościa, który potrafił wytropić ofiarę po zapachu jej strachu. Pojawiły się również duchy, a ich obecność autor wytłumaczył w bardzo prosty sposób – ćpanie szkodzi. Na dodatek są i wiedźmy (oraz wspomniany już Hekate), które u Szekspira rozpoczynają całą tragedię. Tu zrobiono z nich siostry, zajmujące się produkcją narkotyku.

Macbeth to powieść zupełnie inna niż pozostałe dzieła Nesbo. Nie brakuje jej wad, które na część czytelników mogą wpłynąć tak negatywnie, że może nawet nie dokończą lektury. Sama zastanawiałam się czy po pierwszej części po prostu nie przestać. Jednak, w Macbethcie jest coś nietypowego, co sprawia, że chce się czytać dalej. W tym morzu karabinów i chaotycznej akcji, autorowi udało się zachować uniwersalny wydźwięk klasyki, zbudować szekspirowski klimat w nowocześniejszym wydaniu. I faktycznie, czuję jakbym poznała tę historię jeszcze raz, opowiedzianą na nowo.

Tytuł: Macbeth
Autor: Jo Nesbø
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Ilość stron: 480

http://www.szekspir.lubimyczytac.pl/o-projekcie/



2 komentarze

  1. Jestem bardzo ciekawa tej książki. Chętnie po nią sięgnę, tym bardziej że twórczość Nesbo bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Koniecznie muszę przeczytać. Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń