Midnighters (2017) – Recenzja

midnighters-recenzja-horror-express

Midnighters (2017) jest pełnometrażowym debiutem Juliusa Ramsay’a, jednego z reżyserów The Walking Dead. Film miał swoją premierę na Film Festival w Los Angeles, latem zeszłego roku. W Polsce był pokazywany na Splat!FilmFest, gdzie wygrał nagrodę publiczności za najlepszy scenariusz. Promowano go jako dreszczowiec w hitchcockowskim stylu, co oznacza, że można się w nim spodziewać zbrodni, tajemnicy i zaskakujących zwrotów akcji.

Film rozpoczyna się ogranym motywem, tzn. Jeff i Lindsey wracają z firmowej imprezy sylwestrowej, są po kilku kielichach, a po drodze potrącają jakiegoś typa. Oczywiście wracają przez las, w którym nie ma zasięgu. Ładują mężczyznę do samochodu, w którym jak im się wydaje umiera. Wracają do domu, by pomyśleć co zrobić. Dalej już wiadomo – raczej nie zadzwonią na policję.

Moją pierwszą reakcją było oczekiwanie na przyspieszenie akcji o rok i liścik o treści: „Wiem co zrobiliście minionego lata (zimy / w Sylwestra)”, nie można nie pomyśleć o Koszmarze…. Potrącony mężczyzna nie jest też samym kierowcą zapętlonym w czasoprzestrzeni jak w Mrocznej Krainie i całe szczęście bohaterzy nie spędzą całego filmu w samochodzie. Za to przez większość czasu będą w domu.

midnighters-recenzja-horror-express

Patrząc na plakat (który swoją drogą mógłby być okładką jakiejś powieści Kinga), spodziewałam się, że tak może być. Jednak w miarę rozwoju wydarzeń miałam nadzieję na dłużej niż minutową zmianę miejsca akcji. To dodałoby trochę dynamizmu do nużących scen, kręconych głównie w obrębie dwóch pomieszczeń – garażu lub staromodnej kuchni. Twórcy się tu nie popisali. Nie zabrakło również zbyt ciemnych ujęć, w których niewiele można zobaczyć.

Pod względem fabuły widać, że starano się ją rozbudować, by nie była zbyt oczywista oraz lekka w odbiorze. Moim zdaniem nie wypaliło. Fabularnie Midnighters jest prosty i niczym nie zaskakuje – przynajmniej w 2018, gdy widzieliśmy już wszystko co film ma do zaoferowania. To jedna z tych produkcji, gdzie bohaterzy za każdym razem wybierają najbardziej prostolinijne i drastyczne rozwiązanie, przez co ciężko o jakąkolwiek podejrzliwość w stosunku do ich zamiarów. Jest trochę krwi, krzyku, mniej drastycznych scenek typu slash. Film również usilnie prosi się o nazwanie go thrillerem psychologicznym, a wszystko dlatego, że postaci sobie nie ufają. Midnighters chciałby kołować w głowie, mieć w sobie tę dozę szaleństwa co American Psycho oraz budować napięcie jak w Psychozie.

midnighters-recenzja-horror-express

Mocną stroną filmu jest bardzo dobra gra aktorów, a trzeba dodać, że mieli trudne zadanie. Bohaterzy, w których role wcielili się mieli być jak najbardziej rzeczywiści, posiadać swoje wady takie jak zachłanność czy egocentryzm, a jednocześnie pewne ograniczenia moralne. Z drugiej strony finalnie prawie zawsze postępowali tak samo, jak już pisałam wybierali najprostsze i najbardziej drastyczne rozwiązanie, co wyjątkowo ograniczało ich realność. Myślę, że najlepiej wypadła Alex Essoe (Gwiazdy w Oczach), bo dzięki niej filmowa Lindsey zmienia jak kameleon. Podobał mi się również Ward Horton (znany z Annabelle). Jego mimika czy nawet spojrzenie ubarwiły bohatera i sprawiły, że stał się przekonujący.

Midnighters nie jest zły, jest po prostu przeciętny i wtórny. Obejrzałam go bez większych emocji. Nie spełnił moich oczekiwań, a spodziewałam się czegoś więcej tj. fabuły z zaskakującymi zwrotami akcji. W moim odczuciu to tylko kolejny film do obejrzenia i zapomnienia.

Źródło zdj. 1 horrornews.net; 2,3 imdb.com

Brak komentarzy