The Open House (2018)

the-open-house-horror-express-blog

Premiera Open House miała miejsce 19-tego stycznia na platformie Netflix. Według zapowiedzi to film o matce i synu, którzy po przeprowadzce do innego domu zostają narażeni na oddziaływanie „upiornych i nieznanych moc”. Trzeba przyznać, że opis pasuje bardziej do opowieści o duchach niż typowego dreszczowca z seryjnym mordercą, którym Open House chyba miał być.
Ogólnie określenie „chyba miał być” jest jak najbardziej na miejscu. Open House zostawia po sobie wrażenie, że wszystko chyba miało być inaczej, ale ktoś się rozmyślił. W skutek czego dostajemy film pełen wskazówek i powiązań, które prowadzą do nikąd. Jedną z przyjemności oglądania takich produkcji jest rozwiązywanie zagadek. Widz czeka do końca, żeby dowiedzieć się czy miał rację. Może się mylić, ale o ile zakończenie jest ciekawe i być może bardziej zakręcone niż to przewidział, to wie, że obejrzał film z dobrze przemyślaną fabułą. Pod tym względem Open House zawiódł. Zakończenie pozostawia wielki niedosyt i niesmak do całej reszty, która nie jest zła.

Przede wszystkim podobał mi się klimat. Bohaterzy po śmierci głowy rodziny są zmuszeni do przeprowadzki. Kobieta nie pracuje zawodowo, więc nie jest w stanie  ich utrzymać. Z pomocą przychodzi siostra, która oferuje im chwilowe przeniesie do swojej posiadłości w małej, bodajże turystycznej miejscowości. Domek letniskowy – ich tymczasowe miejsce zamieszkania, to tak naprawdę wielka willa w górach. Z zewnątrz wygląda nowocześnie, ale w środku kryje starodawną piwnicę będącą ciągiem kamiennych korytarzy z zasypanym wyjściem. Od jedynej, trochę szalonej sąsiadki oddziela las. Ludzie w mieście to niewielka, dobrze znająca się społeczność, wśród której bohaterowie czują się nieswojo. Dziwne uczucie nie ustaje po powrocie do willi. Przytłaczająco duży i cichy dom, ginące przedmioty, dziwne odgłosy, sprawiają, że tylko ktoś bez wyobraźni czułby się bezpiecznie. Do tego co niedzielę kobieta z synem muszą opuścić to miejsce na dobre kilka godzin. W tym czasie agent nieruchomości pozwala zwiedzać dom zainteresowanym gościom. To wszystko nie sprzyja poczuciu bezpieczeństwa. Atmosfera filmu jest zdecydowanie niepokojąca, za to duży plus.

Kolejną zaletą jest dobra gra aktorów. Naomi  jest matką daleką od ideału. Piercey Dalton wypadła w tej roli na tyle przekonująco, że w postać można uwierzyć i swobodnie znielubić. W jej syna  wcielił się Dylan Minnette, znany np. z Nie Oddychaj. Młody aktor był bardzo naturalny. Odgrywany przez niego Logan to typowy, trochę zagubiony i smutny z powodu śmierci ojca nastolatek. Ogólnie reakcje bohaterów były realistyczne. Obyło się bez wielkich rozpaczy, rwania włosów z głowy, ciągłego płaczu i pretensji do całego świata, dzięki czemu wątek melodramatyczny nie przygniótł reszty filmu.

Niestety tyle dobrego można powiedzieć o Open House. Niepokojący klimat i dobra gra aktorów to za mało. Twórcom zabrakło konsekwencji oraz pomysłu (a może czegoś jeszcze), by odpowiednio połączyć wątki fabularne. Irracjonalne i rozczarowujące zakończenie może sprawić, że widz będzie się zastanawiał czy dobrze spożytkował to 1,5 godziny, mógł przecież wyjść na spacer albo zrobić cokolwiek innego.

Źródło zdj. bloody-disgusting.com

3 komentarze

  1. O, Clay :) Nie wiem, czy będę mogła to obejrzeć, nie przypominając sobie "Trzynastu powodów", z którymi, delikatnie mówiąc, nie wiążę najlepszych wspomnień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja liczyłam na ten film właśnie przez tego aktora :D Jak go nie lubisz to lepiej nie, a Open House też nie jest najlepszy, zwłaszcza zakończenie.

      Usuń
  2. Brzmi dość ciekawie. I aktor z "13 powodów". Chyba obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń