Totem (2017)

totem-recenzja-horror-express-blog

Kellie nie jest typową nastolatką. Po śmierci matki przejęła wszystkie obowiązki w domu. Gotuje, sprząta, pierze, zajmuje się młodszą siostrą i nawet lubi to. Dziewczyna nie jest sierotą, ma ojca, który od lat przeżywa śmierć żony. Mężczyzna nie ma siły na nic po za pracą i nowym związkiem. Jego córki schodzą na dalszy plan, a najważniejszy jest on sam i jego potrzeby. Nadchodzi dzień, kiedy stwierdza, że Kellie nie będzie już domową służącą, bo tę rolę ma przejąć jej przyszła,
29-letnia macocha. Dziewczyna, przyzwyczajona do bycia matką dla młodszej siostry i prawie żoną dla taty, czuje rozgoryczenie oraz narastającą zazdrość. Partnerka ojca wprowadza się do ich domu, a chwilę później pojawia się w nim duch zmarłej żony mężczyzny.

Totem zaczyna się mniej więcej tak, z naciskiem na mniej ze względu na moją interpretację 😉
Muszę przyznać, że sam początek filmu mnie zdenerwował. Przede wszystkim drażnił mnie ojciec dziewczyn "cierpiący spryciarz", który ze względu na własną wygodę pozbawił córkę dzieciństwa. Oglądałam film z nadzieją, że spotka go kara 😅Kolejną niezbyt sympatyczną postacią jest jego partnerka. Kobieta czyta poradnik pt. Jak nie być wredną macochą, wiesza w domu ozdoby przypominające narzędzia tortur, a w między czasie łapie przyszłe pasierbice (w tym na oko sześciolatkę) za ręce i przemawia do ducha ich matki. Nie ma pojęcia o wychowywaniu dzieci, jednocześnie stara się za bardzo. Do tego ciągle wypytuje o zmarłą kobietę, zadręcza tym jej męża oraz córki. Po prostu upierdliwe babsko.

Główna bohaterka również nie wzbudziła we mnie sympatii. Jednocześnie uważam, że jest to najlepsza z ról. Zagrała ją dziewczyna o typowej bitch face, dlatego wszelki gniew i emocje wyglądały bardzo naturalnie. Aktorka pasowała do tej roli.

Nie wiem czy taki był cel, ale większość bohaterów, przynajmniej we mnie, budziła głównie negatywne emocje. Teoretycznie im mniej idealnie, tym bardziej realnie. Jednak brakowało mi pozytywnych postaci, kogoś kto odciążałby ciężką atmosferę rodzinnych problemów w filmie. Tym bardziej, że nie był to horror wysokich lotów. Ani nie straszył, ani nie intrygował fabułą. Wpleciono tu wątek psychologiczny, bazujący na  jednym z syndromów, który pojawia się krótkotrwale
u małych dzieci. Niestety nie poprowadzono go w wystarczająco ciekawy sposób. A duch gdzieś tam latał w tle, z trzy razy przemknął po kuchni, zrzucił jakąś figurkę i tyle go było w całym filmie.

Totem może nie jest bardzo nudny, ale wszystkiego jest w nim za mało. Jest takie wrażenie, że to miał być thriller psychologiczny, ale ktoś nie umiał pociągnąć wątku, zmienił zdanie, wrzucił ducha
i załatał luki w fabule. Niestety wyszedł z tego niezbyt ciekawy miszmasz, film do przegadania ze znajomymi na kanapie.

Żródło zdj. imdb.com

Brak komentarzy